Nie masz konta? Zarejestruj się
Dzisiaj jest Środa, 23 maja 2012
|
CarFocus.pl » Fan Kluby
Rozmiar tekstu: A A A
Na półmetku Dakaru 2012 Uczestnicy tegorocznego rajdu Dakar – wśród nich zespół RMF Caroline Team, wspierany przez SKF – mają już za sobą siedem etapów tegorocznego Rajdu Dakar. Nie obeszło się bez incydentów, ale zarówno Adam Małysz, jak i inne polskie załogi dobrze radzą sobie na południowoamerykańskich bezdrożach.Etap 1, 1.01.2012Pierwszy odcinek był bardzo malowniczy – jego trasa przebiegała częściowo po nadoceanicznej plaży, a częściowo po niewielkich wydmach. Niestety wszyscy zgodnie stwierdzili, że z całego etapu najgorsza była… 600-kilometrowa dojazdówka do biwaku. Zawodników obowiązywało na niej ograniczenie prędkości do 110 km/h, przez co często zdarzały się incydenty z kibicami, którzy wyprzedzali swoich idoli, robili im zdjęcia i niechcący prowokowali niebezpieczne sytuacje na drodze.Jadący quadem Łukasz „Łoker” Łaskawiec okazał się najlepszym zawodnikiem RMF Caroline Team - na inaugurującym rywalizację pierwszym etapie uzyskał w swojej kategorii drugi czas. Niestety, jego wynik szybko zniknął z tabel – quad Łukasza (jak i kilku innych zawodników) był rzekomo niezgodny z opisem technicznym, przez co wyniki nie zostały zaliczone do klasyfikacji generalnej. Zespół rozpoczął walkę z sędziami i organizatorami, by sytuacja została pozytywnie wyjaśniona. O wiele gorzej pierwszy etap wyglądał w wykonaniu drugiej załogi RMF Caroline Team. W Pajero Alberta Gryszczuka i Michała Krawczyka na odcinku specjalnym zepsuł się jeden z elementów sprzęgła. Samochód utknął na wydmach i do mety został doholowany przez ciężarówkę serwisową. Awarię udało się naprawić, ale załoga dotarła na biwak późno w nocy.Etap 2, 2.01.2012– „Fajne były płaskie szutry na początku odcinka specjalnego. Szliśmy, ile fabryka dała, ze 160 km/h. Później zaczęły się wąwozy i przejazdy rzeczne, więc musieliśmy zwolnić. Wydmy przejechaliśmy bez problemów, ale końcówka oesu poszła nam już gorzej. Jechaliśmy wolniej, bo mieliśmy mało powietrza w oponach. Spuściliśmy je na piach, a potem szkoda nam było czasu zatrzymywać się i dopompowywać. Może i dobrze, bo niektórzy wyraźnie na tych pagórkach przesadzali. Patrzyłem z zazdrością jak inni ostro szli po kamieniach. Tylko co ja przyspieszałem, Rafał mnie hamował. Jeszcze cały Dakar przed nami - mówił. Kawałek dalej wszyscy stali z awariami.” – mówił Adam Małysz.– „Odcinek specjalny miał 290 km i startowaliśmy parami. Ja startowałem z motocyklistą, ale na szczęście byłem szybszy, więc to ja mu kurzyłem, a nie on mi. Odcinek udało mi się zakończyć z najlepszym czasem wśród quadowców, z czego jestem bardzo zadowolony. Dzisiaj pogoda nas nie rozpieszczała - temperatura wynosiła powyżej 40 stopni. Gorrrąco! Aha - gdzieś po drodze uderzyłem jeszcze w kamień i mam dziurę w misce olejowej, ale wiem, że sprzęt będzie gotowy - mechanik musi zdążyć. Ja idę odpocząć, by nabrać sił przed trzecim etapem.” – powiedział Łukasz Łaskawiec. Po raz kolejny kłopoty z samochodem mieli Albert Gryszczuk i Michał Krawczyk. Choć na pierwszej części odcinka specjalnego udało im się odrobić część strat z niedzieli, do północy nie dotarli do mety poniedziałkowego etapu. Przyczyną przymusowego postoju na trasie były kłopoty z wahaczem. Zawodnicy otrzymali potrzebne do naprawy części od szybkiego serwisu pod przewodnictwem Mirka Zapletala, naprawili auto i ruszyli w dalszą drogę. Niestety, chwilę później musieli jeszcze ugasić pożar w swoim Mitsubishi. Zmęczona załoga dotarła na biwak dopiero o 2:20 w nocy.Etap 3, 3.01.2012Odcinek liczył tylko 200 kilometrów, ale okazał się niezwykle trudny. Już na samym początku w Mitsubishi Pajero Adama Małysza przebiciu uległa tylna opona. Początkowo zawodnicy myśleli, że powodem ściągania auta podczas jazdy na wprost jest uszkodzony wahacz – i kontynuowali jazdę. Po 30 kilometrach z opony nie zostało nic. Po jej wymianie, podczas przejazdu przez rzekę, auto zawisło na kamieniu. Na szczęście kibice i okoliczni mieszkańcy pomogli wyciągnąć pojazd z opresji i Adam wraz z Rafałem mogli kontynuować rajd.Łukasz Łaskawiec też nie miał łatwego dnia – w jego quadzie dwukrotnie pękały gałki przy kołach, co sprawiało, że dolny wahacz momentalnie wbijał się w ziemię zatrzymując pojazd w ułamkach sekundy. Przy drugim wypadku Łukasz boleśnie uderzył się w głowę o przyrządy nawigacyjne swojego pojazdu. Albert Gryszczuk wraz z Michałem Krawczykiem cel mieli prosty – chcieli dojechać do mety za dnia, by wypracować jak najlepsze miejsce startowe do następnego etapu – i to się udało. Etap 4, 4.01.2012Ten etap charakteryzowało dużo przejazdów rzecznych, wiele kamieni i liczne „niespodzianki”. Najpierw w auto Małysza i Martona uderzyła Toyota konkurentów. Zdarzenie miało miejsce podczas pokonywania rzeki i na szczęście nikomu nic się nie stało. Chwilę później motocyklista wpadł w bok auta łamiąc lusterko i wybijając szybę w drzwiach pilota. Mimo tych wszystkich niebezpiecznych zdarzeń, Adam wraz z Rafałem osiągnęli doskonały wynik!Etap 5, 5.01.2012Adam Małysz rolował na wydmach! Pomoc w postawieniu Pajero na koła zaoferowali kibice, jednak nie dali rady. Na szczęście zza wydmy wyjechała druga załoga RMF Caroline Team – Albert Gryszczuk i Michał Krawczyk – i z ich pomocą udało się auto Adama i Rafała ustawić ponownie na koła.– „Myślę, że kiedy jechaliśmy w kurzu za dwoma innymi autami, powinienem wyhamować Adama. Powiedzieć, aby poczekał na lepszą widoczność. Sam wypadek to był moment. Polecieliśmy na bok i zostaliśmy. Później już jechaliśmy czysto, płynnie przez wysokie wydmy.” – opisywał wypadek Rafał Marton. – „Etap był zapowiadany przez znających go zawodników jako bardzo trudny i to się potwierdziło. Dodatkowo na ostatnie 6 km organizatorzy przygotowali nam jazdę przez fesz-fesz, czyli drobniutki piasek. Byliśmy w tym momencie już za trzema ciężarówkami, które zrobiły nam taką zadymę, że stwierdziliśmy, że nie jedziemy, czekamy aż się to wszystko uspokoi, bo w coś uderzymy i będzie dym. Jestem tak zmęczony i zdyszany, jakbym przejechał po tych wydmach nie 177, a 1000 km. Kiedy zbliżał się piasek, spuszczaliśmy powietrze w oponach do 0,3 atmosfery i przejeżdżaliśmy delikatnie by nie zmęczyć silnika. Gdy zaczynały się kamienie, pompowaliśmy koła na 2 atmosfery. I tak w kółko. Teren się zmieniał 8 razy, więc trochę się napracowaliśmy” – relacjonował Albert Gryszczuk. Etap 6, 6.01.2012Etap został odwołany z powodu śnieżycy panującej w Andach i obfitych opadów deszczu, które zniszczyły wiele dróg.Etap 7, 7.01.2012Ten etap okazał się niezwykle trudny dla Adama Małysza i Rafała Martona – w ich Mitsubishi wysiadł wsteczny bieg, a uciekający z chłodnicy płyn powodował chwilowe przegrzewanie się auta i znaczne spadki jego mocy – szczególnie podczas stromych podjazdów pod wydmy. Niestety, zatrzymanie auta w tak grząskim piasku zawsze oznacza jego zakopanie się – a bez wstecznego biegu wyjazd z takiej pułapki jest niemożliwy.Tymczasem Łukasz Łaskawiec zupełnie inaczej widział ten etap – „W końcu odcinek jaki lubię - bardzo szybki, cały czas full gaz. Następny odcinek przebiegał wzdłuż oceanu – praktycznie po samych wydmach i piaskach. Trochę się obawiałem tego fragmentu oesu, ale jak się okazało, to zupełnie niepotrzebnie, bo udało mi się przejechać bardzo czysto bez błędów nawigacyjnych. Wszystko bardzo fajnie szło aż do momentu, gdy miałem 20km do końca OSu. W głównym zbiorniku zabrakło mi paliwa. Szybko przełączyłem na tylny zbiornik, ale okazało się, że quad nie chciał ciągnąć z niego paliwa - zaczął przerywać i miałem trudności z podjeżdżaniem pod duże wydmy.” – mówił. Aż 27 godzin walczyli na trasie siódmego etapu Albert Gryszczuk i Michał Krawczyk. Szczęśliwie, mimo poważnych awarii, udało im się dotrzeć na metę przed upływem wyznaczonego przez organizatorów czasu. Dzień odpoczynkuÓsmy dzień był czasem odpoczynku przed dalszą walką z konkurentami i zróżnicowanym terenem Ameryki Południowej. |
Wypełnij ankietęZobacz film |
|